Recenzje

[2017] Lana Del Rey – Lust For Life


 

Nazwisko Elizabeth Grant może wielu osobom nic nie mówić ale już kiedy usłyszymy jej pseudonim nikt nie będzie pytał o kim mówimy. Bo Lany Del Rey nie trzeba nikomu przedstawiać.
Wielki sukces odniosła w 2012 roku wydając album „Born To Die” i od tej pory jej imię to stały element popkultury.
Niedawno powróciła z nowym albumem na którym się dzisiaj skupimy.

 

Lust For Lifepowiela klimat poprzednich dzieł wokalistki. Jak zwykle znajdziemy na nim nawiązania do kultury lat 60′. Sposób śpiewania Lany również nie uległ zmianie. Wokalistka konsekwentnie trzyma się wyznaczonego już dawno stylu choć nowy album nie jest pozbawiony niespodzianek. Ale więcej o tym później.

Tytułowe „Lust for Life” z gościnnym udziałem The Weeknd, to w moim odczucie idealne streszczenie filozofii hipisowskiej.
„We dance on the edge of the Hollywood sign till we run out of breath. Gotta dance till we die.” („Tańczymy na krawędzi napisu Hollywood aż zabraknie nam tchu. Musimy tańczyć aż do śmierci”). Życie chwilą, nie myślenie o konsekwencjach, dalekiej przyszłości, wolność, w tym wolne związki to filary tego rozkwitłego w drugiej połowie lat sześćdziesiątych ruchu.

 

Bardzo ciekawym pomysłem na utwór jest też Groupie Love„. Podmiot liryczny, ukochana muzyka, porównuje swoje uczucia, ich natężenie oraz cały związek, do tak zwanych „groupies”. Są to dziewczyny, których celem jest znalezienie się w sytuacji intymnej z artystą.
Podmiot z zachwytem rozwodzi się nad tym jak cudownie jest dzielić życie z tą jedną osobą wciąż czując ogromne pożądanie.
Perspektywę tejże właśnie drugiej połówki, bardzo zresztą podobną, przedstawia nam występujący w utworze gościnnie A$AP Rocky, mówiąc, iż nie jest zainteresowany nikim poza swoją wybranką.
Cały utwór to bardzo przyjemnie podana sielanka liryczna.

Na The Weeknd i A$AP Rocky’m nie koniec. Na albumie pojawiło się również paru innych intrygujących gości. Jednym z nich jest Stevie Nicks, a zaraz po niej Sean Ono Lennon, syn Johna.
Tak jak pierwsza z wyżej wymienionych kolaboracji nie powala na kolana pomimo spodziewanej bomby, tak już druga to naprawdę coś.
Tomorrow Never Came ma niesamowity klimat. Głosy Seana i Lany idealnie do siebie pasują. Jest to jedna z tych kompozycji na albumie, do których powrócimy z wielką przyjemnością.
Dodatkowo, wyraźny ukłon tytułu w stronę Beatlesów i ich Tomorrow Never Knows” wywołuje uśmiech na twarzy.

Ważnym punktem albumu jest utwór Coachella – Woodstock In My Mind„. Jest to idealne wprowadzenie do drugiej części albumu, ukazującej nam nieznaną do tej pory stronę wokalistki.
Jeśli utożsamiać Lanę z podmiotem lirycznym tekstu jest ona znacznie bardziej świadoma otaczającego ją świata, ludzi wokół niej, ich problemów i spraw. To coś czego wcześniej próżno było szukać w jej twórczości.

 

Im dalej tym tej świadomości ukazuje nam się więcej. Chwilami robi się wręcz politycznie.
Panna Grant wstawia się za prawami kobiet i próbuje uświadomić im drzemiącą w nich siłę, („God Bless America – And All The Beautiful Women In It„) aby w następnym utworze dać nadzieję.
Wyraźnie nacechowany politycznie „When The World Was At War We Kept Dancing” stawia pytanie czy to koniec Ameryki. Jest to wyraźny sprzeciw odnoszący się do obecnej sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych.
Podmiot liryczny tekstu już chwilę później odpowiada na postawione pytanie przekonując, iż czeka nas mowy początek, a my sami nie możemy się załamać. Radziliśmy sobie zawsze więc i teraz nie będzie inaczej.
Myśl przewodnia utworu nie powinna aż tak bardzo dziwić biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi wokalistki. Mówiła ona, iż, ze względu na obecną politykę USA, nie będzie już występować z tak dla niej charakterystyczną flagą tego kraju.

Końcowe 3 tracki troszeczkę się ze sobą zlewają. To co trzeba oddać jednemu z nich, Change” to to, iż piękny podkład tej ballady, oparty na dźwiękach pianina cudownie wydobywa wielowarstwowość głosu Lany.

 

Podsumowując Lust For Life” to ta sama Del Rey, którą znamy. Niezmiennie zafascynowana stylem retro i równie melancholijna w swoim tonie. Ukazuje się jednak strona do tej pory nam nieznana. Wokalistka uważnie obserwuje otaczający ją świat i używa swojego głosu publicznego.

Jak podoba Wam się taka świadoma Lana?

Lana Del Rey -

Lana Del Rey -
86.25

Muzyka

9/10

    Liryka

    9/10

      Wokal

      9/10

        W porównaniu do reszty twórczości

        9/10

          Pros

          Cons

          Kliknij i skomentuj

          Leave a Reply

          Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

          To Top