„Szukajcie autorytetów. I to w każdej dziedzinie waszego zawodowego życia. Będąc młodym, nie mamy kamery z zewnątrz […]” – Michał Bajor w wywiadzie dla Musiclife.pl!

Ostatnio Michał Bajor zaprezentował swoje nowe wydawnictwo pod tytułem „Kolor Cafe. Przeboje włoskie i francuskie„. Z tej okazji chcielibyśmy się z Wami podzielić naszą rozmową z artystą!

Musiclife.pl: Najnowszy album „Kolor Cafe. Przeboje włoskie i francuskie” to niesamowicie pozytywny krążek. Chyba lubi Pan te klimaty? Wspaniale słucha się takich piosenek w Pana wykonaniu.

Michał Bajor: Dziękuję za miłą opinię. Rzeczywiście, od małego chłopaka piosenki włoskie i francuskie wyrabiały we mnie smak muzyczno-literacki. Oczywiście, jak wszyscy rówieśnicy lubiłem Beatlesów, ale równolegle fascynowałem się gigantami estrady francuskiej i włoskiej. No i ich wspaniałymi, światowymi piosenkami…

Czy ktoś szczególnie wpłynął na Pana zainteresowanie muzyką włoską i francuską? Czy to pojawiło się tak po prostu?

Na pewno muzykalni rodzice, ale przede wszystkim telewizja, która serwowała nam smakowite artystycznie festiwale, czy koncerty z San Remo, albo z paryskiej Olympii. Przyjeżdżali też do nas różni wykonawcy i to nie tylko na festiwal w Sopocie, ale również na recitale np. w sali kongresowej, w której śpiewali min. i Dalida, i Jacques Brel, a także Juliette Greco czy Drupi.

Gdyby nie Włochy i Francja to jakie inne kraje znalazłyby się na liście ulubionych?

Piękne i melodyjne piosenki mają Rosjanie. Oczywiście dzisiejszy prym w przebojach mają Anglicy i Amerykanie i tak już zostanie na zawsze, ale kiedyś i piosenki włosko-francuskie, szturmem podbijały rynki całego świata.

Czy na nowym albumie znajduje się piosenka, która jest dla Pana szczególnie wyjątkowa?

Jest ich kilka, ale sadzę,że na pewno francuska „Je sui malade” z nostalgicznego repertuary Dalidy , ale i też taneczne „Quando, quando”. Z pewnością też „Hymn do miłości” Edith Piaf. Sądzę,że od zawsze nagrywałem piosenki, które lubię i cenię. Nie musiałem więc umieszczać na żadnej z płyt piosenek z cyklu „zapchaj dziurę”. Lepiej krótszy album, niż uzupełniony na siłę.

W jednym z najnowszych wywiadów powiedział Pan, że nie pisał tekstów i nie zamierza. Jest Pan wyjątkowym artystą z dużym doświadczeniem. Nie chciałby Pan spróbować przekazać ludziom od siebie to, co czuje, myśli?

Nie, bo są lepsi. Jak np. nieodżałowany Wojciech Młynarski , który znał mnie tak dobrze, że przeglądałem się niektórym jego tekstom napisanym dla mnie, tak jakby były odbiciem moich rozmyślań i życia. Nie mam w sobie tyle siły, albo jak kto woli braku samokrytyki,żeby przelewać na papier swoje przemyślenia w stylu o wiele mniej zawodowym, niż umieją to robić dużo więksi odo mnie autorzy. Parę razy udało mi się napisać muzykę, ale czy w związku z tym mam w planie komponować dla siebie? Nie potrafię tego przewidzieć…

Byłoby coś, co chciałby powiedzieć Pan młodszemu pokoleniu? Jakaś myśl, wskazówka?

Szukajcie autorytetów. I to w każdej dziedzinie waszego zawodowego życia. Będąc młodym, nie mamy kamery z zewnątrz i często jesteśmy pozbawieni zmysłu oceny samego siebie. I wtedy bardzo przydaje się ktoś, kto może nas poprowadzić, lub zawrócić, ocenić, czy dać wskazówki. Po prostu być przy nas. To mogą być rodzice, starsze, doświadczone rodzeństwo, czy pedagog w szkole, do którego mamy zaufanie. Nie jest to łatwe, bo musimy mieć zaufanie do takich osób i wierzyć, że naprawdę mogą w nas zbudować siłę i mądrą pewność w tym, co robimy. Tyle i aż tyle…Bardzo trudne.

Co myśli Pan o dzisiejszej muzyce? Czego jej brakuje? Jest mnóstwo piosenek, które stają się hitami, bo po prostu wpadają w ucho.

To normalne. Kiedyś dla pokolenia Ireny Santor, to jej piosenki były hitami. A Maryli Rodowicz są do dzisiaj. Każde pokolenie ma swoje przeboje. Nie potrafię ocenić młodej muzyki, bo nie mam do tego prawa. Mogę lubić, lub nie, jakąś współczesną piosenkę, albo jej wykonawcę, ale to też tyle. Muzyka każdego pokolenia ma swoje zasady i prawa. Byłbym śmiesznym facetem , gdybym nagle uznał,że coś jej brakuje, a za moich młodzieńczych czasów to było dopiero fajnie. Może wolałbym trochę mniej artystycznego łoskotu, ale z drugiej strony , w radio można przełączyć stację na inną i w telewizji także, a już na pewno kupić płytę , którą chcemy , czy pójść na koncert naszego idola.

Wielu wokalistów próbuje dostosować się do wszelkich trendów, co za tym idzie, stają się coraz bardziej rozpoznawalni i mają masę fanów. Często ukrywają swoje prawdziwe „ja”. A co o tym Pan myśli?

Nic nie myślę, bo jeśli to lubią , a w dodatku przynosi im to artystyczną karierę, mają swoją widownię , a w związku z tym są niezależni, również ekonomicznie, to ich prawo dostosowywać się do trendów i odnosić w tym sukcesy. Takie jest prawo rynku. Można to z boku oglądać , ale nie da się tego ocenić. Czas weryfikuje, na ile wizerunek artystyczny wykonawcy przetrwa wiele lat, a na ile błyśnie i spadnie, jak meteor.

Czy jest coś, czego chciałby Pan spróbować? Może być związane także z muzyką.

Raczej nie. Mam swoją kapitalną publiczność. Jak na artyst.ę z tzw. muzyczno-literackiej półki, sprzedaję dużo płyt i mam mnóstwo koncertów, również w operach i filharmoniach. Tak jak powiedziałem wcześniej, może coś jeszcze kiedyś skomponuję. Może napiszę książkę? Nie wiem..Tak naprawdę ja już nic nie muszę, bo zapracowałem sobie na to. Oby tak było do końca moich czynnych zawodowo i prywatnie lat, to będę zadowolony.. A teraz ruszam w swoją 2 letnią, jak przy każdym krążku, trasę koncertową, w trakcie której, może coś kolejnego artystycznie zaplanuję. Kto wie….

 

Bardzo dziękujemy za szczerą rozmowę, a Was pozostawiamy już tylko i wyłącznie z najnowszym wydawnictwem artysty!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.