[2020] Adam Lambert “Velvet”

Walka o równość w świetle niepokonanej dumy oraz bezwzględnej miłości do klasycznego funky rocka z lat 70 przekonuje o nieuległości Adama Lamberta wobec wciąż krytycznego środowiska oraz kryzysów miłosnych.

Adam Lambert spędził bardzo długi czas przy wspieraniu legendarnego zespołu Queen podczas ich wielkiej światowej trasy. Towarzyszył im blisko od zakończenia ery ,,The Original High“, a finalnie w 2019 artysta mógł już spokojnie skupić się na wydaniu długo wyczekiwanego czwartego albumu ,,Velvet“. Amerykanin od początku swojej kariery nie kryje się z faktem bycia homoseksualnym mężczyzną. W swojej muzyce skupiał się przede wszystkim na dostarczaniu rozrywki, która nie wymagała zbyt wiele, ale miało w sobie coś co sprawiło że został moim pierwszym w ogóle idolem. Na przełomie 2015 roku artysta wydał swój trzeci studyjny album ,,The Original High“, dzięki któremu na długo wisiał w powietrzu rewelacyjny hit ,,Ghost Town“. Utwór, który sprawił, że cała Polska oraz inne kraje Europejskie nie mogły przestać tańczyć i śpiewać na imprezach. Na przełomie jesień/zima 2019 Adam wydał EPkę ,,Velvet Side A“, ponieważ pierwotnym planem było wydanie podzielony materiał na dwie części. Wkrótce jednak doszło do zmiany ukazując najważniejszy album w karierze.

Na start wita nas z imprezowym ,,Velvet” rozbijające się o synth funk nadając bardzo dobre tempo, przebiegające spójnie przez cały album.


W drugim utworze ,,
Superpower” Adam prezentuje swoje rewelacyjne zdolności wokalne bawiąc się głosem w chwytliwych funk rockowych zwrotkach oraz groovy refrenie. Przebojowość nie traci również śliczne, przejrzyste ,,Stranger You Are“, w którym wokale aż proszą się o oklaski, zwłaszcza w płynnym refrenie. Tam cała produkcja zostaje zbudowana na jego głosie i to mi się podoba!

Skupione na funky samplach ,,Loverboy” nie dostarcza już takiej satysfakcji jak poprzednie pozycję, choć nadal ratuje się smacznymi przekombinowany specjalnie wokalami. Trochę jest to “fun-song” albumu, ale z muzyki nie wyciągnę nic zatrzymującego na dłużej. Poziom albumu poprawia się wraz z aksamitnym ,,Roses“, wynosząc na zewnątrz kolejne emocje w romantycznej odsłonie groovy. Chociaż sam utwór nie jest wytwornym dziełem, to sprawia wrażenie przyjemnej przerwy od przebojowości. A to również kontynuuję urocza ballada ,,Closer To You” przepełnione namiętnością oraz uderzającą szczerością w prostym tekście o byciu lojalnym kochankiem. Silnikiem jak zwykle staje się głos Lamberta, i tym razem daje się siebie więcej, wciąż nie chcąc przesadzić. Bardzo dobrze zrobił. 

No dobra. Wypadałoby wrócić na stare tory, ale jakoś fajnie śpiewa się w podniosły sposób.. i tym samym czeka rewelacyjne ,,Overglow” o majestatycznym ciągnącym się refrenu oraz hipnotyzujących chłodnych zwrotkach. Chłód ten szybciutko rozgrzewa nieco pretensjonalne ,,Comin In Hot“, gdzie już wolałbym innych dźwięków, ale Adam nie pozwoli, by wypuścić nas z klimatu, więc niech mu będzie. Przynajmniej rytm muzyki sprawdza się naprawdę przyzwoicie.


Mam mieszane uczucia wobec atmosferycznego ,,
Over The Moon“, w którym chyba zbyt dosadnie nadaje komicznie wydźwięk. W dodatku przypomina mi to jego stary utwór ,,Underneath“. Mam wrażenie, że po raz pierwszy wypadam z klimatu, który naprawdę kupił moje serce. Dowodem tego jest potężne o electro popowym zabarwieniu ,,Love Don’t“. Pięknie dokonuje się fuzji pomiędzy mistrzowskim mglistym Queen’owym rockiem, a przedłużającym refren zmiksowanym powtarzaniem ,,Love don’t”. I gdyby takie coś pojawiało się ciągle na albumie to miałbym złe odczucia, ale to jest wyjątek, który przy okazji wyszedł bardzo dobrze.

Tuż przed końcem mamy ,,Ready To Run“, wygrywając u mnie pod względem wokalnym. Tutaj dzieją się takie piękne rzeczy, nie pomijając solidnej warstwy muzycznej. Od razu przechodzimy w jeszcze lepsze ,,New Eyes“, z odrobiną sensualności w języku. To tutaj jest ta chwila solówki, która była potrzebna do dopełnienia tego czym jest muzycznie ,,Velvet“. Zanim opuścimy świat Adama, zostało jeszcze ,,Feel Something“, które na początku roku 2019 nie było czymś, co teraz nazwałbym za jeden z piękniejszych momentów Adama w karierze. Prawdopodobnie zawiera najszczersze słowa jakie mógł wypowiedzieć o sobie artysta kończąc pewne etapy życia i wręczając w coś zupełnie nowego.

 

PODSUMOWANIE
Velvet skoczył się z emocjonalnym wytarciem łez, ale to nie tylko o kryzysach miłosnych jest ten album. Nawet jeśli nie jest to podane bezpośrednio, to w głosie, który nienachalnie wykrzykuje tylko ile wymaga tego sprawa walczy o równość, pokazując swoją dumę, z faktu kim jest seksualnie Adam Lambert. To jest pierwszy raz kiedy artysta porusza tego typu tematy, i tym sposobem staje się najostrzejszym albumem, jaki mógł napisać oraz najlepszy jaki mógł zostać wyprodukowany spod własnego szyldu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.