[2020] Phantogram “Ceremony”

Czwarty album studyjny Phantogram, czyli dwójki przyjaciół z Greenwich z Nowego Yorku, których styl muzyczny nie można sprecyzować jako jeden, a raczej jako ciągłe eksplorowanie ścieżek pobocznych rocka oraz elektroniki. Na nowym albumie podejmuje się melancholijne produkcję z niepewnym mrokiem.

Sarah Barthel oraz Josh Carter na przestrzeni dekady wydali “Eyelid Movies” (2010), “Voices” (2014), “Three” (2016) oraz najnowsze “Ceremony” (2020). Na każdym albumie wychodzili z próbą bycia niekonwencjonalnym duetem, którego nie obchodzą żadne schematy, natomiast czasami słychać w ich twórczości wciąż trzymanie się pewnych granic. Nie inaczej dzieje się tutaj. Wchodząc do ich kultu może zaszokować upodobanie w mieszaniu gatunków alternative rock, indietronica, trip hop oraz dream pop. Mimo wszystko album pozostaje spójny produkcyjnie. Nawet jeśli pierwsza połowa poświęca uwagę sferze elektronicznej, a druga rockowej fali to wciąż można odczuć jakieś pojednanie.

Album otwiera “Dear God” ożywiając duszę chwytliwym brzmieniem. Następnie przeskakujemy w dzikie, potężne produkcyjnie trip hopowe “In A Spiral” oraz piękne syntetyczne “Into Happiness“. Pulsujące “Pedestal” eksploduje w elektroniczny chaos, które wcale nie brzmi tak kiepsko jakby się miało wydawać. Niezadowalająco prezentuje się “Love Me Now“, którego dźwięki oraz średni tekst spada na półki przyzwoitych kompozycji. Podobne odczucia mam z “Let Me Down“, które jedynie ma w sobie jakieś cechy podczas refrenu, a tak niestety nie kusi. To co jest kuszące to zdecydowanie krótkie z podkręconym bass’em i demonicznymi wokalami “News Today“, gdzie po raz pierwszy można poczuć się inaczej; może dziwnie. “Mister Impossible” bawi się tonami dźwięków tworząc coś w stylu tunelowego przejścia, gdzie na końcu czeka elektroniczny eksperyment. Najpiękniejszym momentem albumu jest piano-balladowe “Glowing“, gdzie wokal Sarah Barthel wybrzmiewa ślicznie, upewniając słuchacza że zdecydowanie potrafi śpiewać. Zaraz po balladzie dostajemy mroczne, stąpające po cienkim lodzie “Gaunt Kids“, tyle że ten lód zaczyna się roztapiać od ciepła, który wywołują głosy artystów. Tytułowy utwór “

Ceremony” tak jak klimat mrocznej ceremonii pozwala sobie na przegięcie wielu granic, jakbyśmy byli w innej rzeczywistości i kończy się od połowy długim upustem rockowego brzmienia przypominającego mi trochę utwór “Future” Paramore. Utwór w najlepszy możliwy sposób wyrzuca nas z albumu; być może z lekkim uśmieszkiem. Lirycznie wyszło raczej dobrze, chociaż przyczepiłbym się do tego, że teksty nie są specjalnie wyszukane; wymuszona pseudo poezja dla każdego tego typu artystów, aby nie wyjść na mniej artystycznych.

Phantogram za bardzo stara się być duetem niepowtarzalnym, a zarazem uniwersalnym. Dochodzi do lekkiego dysonansu pomiędzy tym kim naprawdę są, a za kogo chcą być brani. Odczuwa się momentami przepych produkcji wrzucając do kotła tyle ile im się uda. W rzeczywistości gdzieś ta całość może umknąć lub stać się nieatrakcyjna. Znalazłem tutaj przepiękne momenty i nawet na obronę duetu przyznam, że jest tutaj więcej dobrego niż złego. Czwarty album duetu “Ceremony” nie staje na czele ich dyskografii, bo nadal uważam “Voices” za ich najlepszy projekt, to wciąż można się tutaj świetnie bawić jeśli jesteśmy wytrwali na mieszankę gatunkową lub wcale nie zwracamy na to uwagi tylko oczekujemy potężnych produkcji. W sercu wiem, że choć wolałbym aby zmieni swoje podejście do muzyki to bez przerwy będą chcieli wyjść naprzeciw czegoś co już dawno zostało okiełznane.

0.00
7

Muzyka

7.0/10

Liryka

6.9/10

Wokal

7.9/10

Produkcja

6.2/10

Spójność

7.0/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.