Nostalgiczny powrót do lat 2000. Akon i Ne-Yo rozbujali łódzką Atlas Arenę.
W ostatnią niedzielę maja Łódź stała się stolicą world-class R&B i popu z przełomu wieków. 31 maja w Atlas Arenie wystąpili Ne-Yo oraz Akon. Artyści zawitali do Polski w ramach wspólnej trasy „Nights Like This Tour 2026”. Zainteresowanie było ogromne. Kolejki przed wejściem ciągnęły się aż do stacji kolejowej Łódź Kaliska, co od razu zapowiadało świetną frekwencję.
Całe show zostało zaplanowane jako dynamiczna podróż do czasów, gdy obaj panowie rządzili listami przebojów. Koncert wystartował z wysokiego c. Ne-Yo otworzył wieczór coverem utworu Michaela Jacksona „The Way You Make Me Feel”. Chwilę później artysta przeszedł do swojego klasyka „Miss Independent”, czym błyskawicznie kupił zgromadzoną publiczność.
Formuła na zakładkę i największe zaskoczenia
Artyści nie grali oddzielnych, długich koncertów. Postawili na formułę „na zakładkę”, co okazało się strzałem w dziesiątkę, bo tempo ani na moment nie spadało. Po pierwszym akcie Ne-Yo na scenę wpadł Akon i podkręcił atmosferę bangerem „Smack That”. Jego kontakt z łódzką publiką był genialny. Szybko sprawił, że ludzie na trybunach poderwali się z miejsc i bawili się równie ostro, co tłum na płycie. W trakcie wieczoru hity wracały jak bumerang. Słyszeliśmy m.in. „She Knows” i „Sexy Love” od Ne-Yo oraz dynamiczne „Dangerous” w wykonaniu Akona.
@antyparadise gorąco gorąco 🔥 pozostajemy jeszcze chwilę w @Atlas Arena 🎸 🤪 @AKON i "Sexy B*tch!" 🎶 ps chodzicie na IG / YT ✨🤫 #akon #nightslikethese #koncerty #dc #fyp organizatorem było @Live Nation Polska ♬ oryginalny dźwięk – antyparadise | muzyka+kultura
Ciekawym punktem programu był specjalny blok poświęcony numerom, które obaj wokaliści współtworzyli dla innych gwiazd. Przed koncertem przypominaliśmy Wam tę listę w social mediach, ale usłyszenie tych kawałków na żywo to zupełnie inna bajka. Przy dźwiękach „Take a Bow” Rihanny czy „Just Dance” Lady Gagi na trybunach wybuchło czyste szaleństwo.
Organizacyjnym zaskoczeniem była… 10-minutowa przerwa w środku koncertu. Rzadko spotyka się takie rozwiązanie na tego typu imprezach, ale w praktyce wyszło to całkiem sensownie. Można było na spokojnie skoczyć po wodę bez straty ulubionego kawałka.
Solowe popisy i finałowe uderzenie
Po przerwie Akon jeszcze mocniej skrócił dystans. Zszedł prosto do fanów, śpiewając kultowe „Lonely”. W jego secie pojawiły się też niespodziewane covery, w tym „Danza Kuduro”.
Z kolei Ne-Yo wykorzystał moment, by przemycić trochę nowości i przypomnieć, że jego kolejny album premierę będzie miał jeszcze w tym roku. Usłyszeliśmy kilka świeżych tracków osadzonych w klimacie R&B i popu z lat 2000-2010. Tutaj jednak tempo mocno spadło. Choć Ne-Yo ma fantastyczny wokal, momentami brakowało mi energii. Zrobiło się po prostu zbyt spokojnie. Na szczęście sytuację ratowała świetna ekipa taneczna, która robiła na scenie genialną robotę.
Końcówka to już był powrót do absolutnych evergreenów. Usłyszeliśmy „Right Now (Na Na Na)”, „Sexy Bitch” oraz klubowe hymny Pitbulla: „Give Me Everything” i „Time of Our Lives”. Na sam koniec panowie połączyli siły w utworze „Play Hard”. Numer wypadł dobrze, choć po finałowym tracku oczekiwałem jeszcze większego ognia.
Podsumowanie i ocena
Wizualnie koncert obronił się w stu procentach. Choć przed startem scenografia wydawała się skromna, światła i oprawa szybko zweryfikowały to wrażenie. Pod kątem wykonawczym dostaliśmy dwa różne żywioły. Ne-Yo to tytan wokalu, który dodatkowo dbał o wizerunek i często zmieniał stylówki. Z kolei Akon miał w sobie niesamowitego ducha showmana i to on przez cały wieczór najskuteczniej dyrygował emocjami tłumu.
Moja ocena: 7/10
















