Raperka Nicki Minaj, jedna z największych gwiazd hip-hopu na świecie, w ostatnich dniach pojawiła się w miejscu, gdzie nikt jej się nie spodziewał — na scenie politycznej.
Podczas wydarzenia AmericaFest w Arizonie wyraziła szacunek i uznanie dla prezydenta USA, Donalda Trumpa, oraz jego zastępcy JD Vance’owi.
Minaj pojawiła się na konwencji Turning Point USA, która jest dużym spotkaniem konserwatywnych młodych ludzi w USA. Przed tłumem i w rozmowie z Eriką Kirk – wdową po znanym działaczu Charlie Kirk – wyraziła słowa uznania wobec Trumpa i Vance’a, mówiąc, że uważa ich za osoby, które mogą być wzorem dla młodych ludzi.
To zaskoczyło wiele osób, bo jeszcze kilka lat temu Nicki krytykowała Trumpa, między innymi za jego politykę imigracyjną. W 2020 roku mówiła, że nie zamierza wspierać jego ruchu politycznego.
Raperka tłumaczyła, że zależy jej na tym, aby można było mówić otwarcie o różnych sprawach i nie bać się własnego zdania. Wspominała też o problemach z prześladowaniem chrześcijan w Nigerii i jej osobistej uwadze na ten temat po tym, jak Trump poruszył go w mediach społecznościowych.
Takie posunięcie wywołało duże poruszenie w mediach społecznościowych. Część fanów popiera jej szczerość i odwagę, inni są zaskoczeni lub krytyczni, bo to znaczne odejście od wcześniejszych poglądów Minaj.
Sama zainteresowana po utracie milionów obserwujących na Instagramie, usunęła swoje konto na platformie, a w sieci popularność zyskują nagrania fanów wyrzucających dyskografię autorki hitu „Anaconda„.
A Wy co myślicie o całej sprawie?
Fot. Jon Cherry / Associated Press










