Recenzje

[2013] Jessie J "Alive"

Jessie J to już niby światowa gwiazda – ma miliony polubień na Facebooku, kilka dobrych hitów z debiutanckiego albumu i przyjemny, pozytywny wizerunek. Jednak zawsze stawiana jest pod Rihanną czy Katy Perry. Wrzesień przyniósł nam nowy materiał od gwiazdy zatytułowany „Alive„. Czy warto zwrócić uwagę na niego na dłużej?
Płytę otwiera numer „It’s My Party„. Co odróżnia ten utwór od typowego radiowego grania opiewającego takie klimaty, to nieprzeciętny wokal Jessie J. Można do tanecznego kawałka zaśpiewać dobrze bez zbędnych przeróbek wokalu? Można!

Numer dwa, to już spokojniejsze granie, mimo burzliwego tytułu. Piosenka „Thunder” to bardzo dobra pozycja. Wokal Jessie, mimo, że spokojniejszy, nadal brzmi bardzo charakterystycznie. Jak dla mnie, jej głos jest jednym z najbardziej charakterystycznych wokali w środowisku popowym.
Idąc dalej, napotykamy kompozycję o tytule „Square One„. Lubię ją. Widać, że Jessie zależało na nagraniu czegoś popowego, ale z nutką jakiejkolwiek ambicji. Jak mało piosenek popowych w tych czasach ma w sobie jakąś wartość, nawet refren wart jest zwrócenia uwagi:

Nie chcę trzymać się za rękę z nieznajomym
Nie chcę chodzić gdy właśnie nauczyłam się biegać
Nie chcę się martwić, bo to leży w ludzkiej naturze
Nie chcę wracać, wracać, wracać, wracać do punktu wyjścia

Kolejnym utworem jest „Sexy Lady„. Bardzo lubię refren tego numeru – jest taki bardzo w stylu Jessie. Spodobała mi się gitarowa wstawka, która grając gdzieś tam w tle przez całą piosenkę, wyszła w końcu na pierwszy plan. Ale takich zabiegów w bridge’u było tysiące. Nic odkrywczego, ale to i tak bardzo przyjemne.
Numer 5, to utwór „Harder We Fall„. Słuchając pierwszych sekund utworu, już miałem ochotę uderzyć głośnikiem o ścianę… Myślę sobie: Kurde, kto tu dał Maleńczuka?!. Skojarzenie z utworem, który leci ‚Wierzę jej… Czy nie wierzę[…]‚, który prześladował mnie, gdy słuchałem radia, miałem dobre. W kolejnych sekundach odtwarzania utwór „Harder We Fall” nie poprawił zbytnio zszarganej już na początku opinii. Patrzę na produkcję, a tu napisane: Dr. Luke i Cirkut. Co? To niemożliwe… Potencjału hitowego w tym utworze nie dostrzegam, a przecież od tego są ci dwaj panowie.
Pod numerem szóstym kryje się utwór napisany m.in. przez bardzo cenioną tekściarkę i wokalistkę Się. Piosenka „Breathe” to jedna z najlepszych pozycji na krążku. Współpraca przy tworzeniu tekstu z Sią opłaciła się:

Spadając pod presją mogę poczuć się niczym motyl
Więc dmuchałeś we mnie dymem
Rozświetliłeś mnie

Mogę być dziełem twojego życia
Pokaż mi tylko czego chcesz tej nocy

Tylko lista osób, które tworzyły teksty piosenek na tym krążku jest bardzo długa i cała autentyczność tekstów pani Furler ginie w tym tłumie.
Pozostałymi piosenkami, na które warto zwrócić uwagę są spokojne fortepianowe „I Miss Her„, zadziorne z potencjałem hitowym „Excuse My Rude” w duecie z Becky G oraz „Conquer The World” z Brandy, które zasługuje na stanie się singlem. Według mnie Jessie J zrobiła błąd robiąc z utworu „Wild” główny singiel z płyty. Brak w nim takiej prawdziwej Jessie z czasów świetnie przyjętego „Who You Are„. Tam każda piosenka coś znaczyła, miała jakieś głębsze przesłanie np. „Who’s Laughing Now„.
Standardową wersję albumu „Alive” zamyka utwór tytułowy. Całość jest całkiem zjadliwa, ale pod koniec pojawia się maszerujący bit robiąc z tej piosenki zupełnie coś innego niż była na początku. Efekt? Średni.
Reasumując płyta Alive nie jest zła, ale raczej nie powtórzy sukcesu swojej poprzedniczki. Mówi się, że kariera nabiera tempa po wydaniu dobrego drugiego albumu studyjnego. W przypadku Jessie nie będziemy mieć do czynienia z rozwojem tego aspektu, bardzo ważnego dla wokalistek pop, których muzyka przecież ma trafiać do wielu odbiorców.

Najlepsze utwory:Conquer The World” (feat. Brandy), „Breathe„, „Sexy Lady„, „Excuse My Rude” (feat. Becky G)

Najgorsze utwory:Alive„, „Daydreamin„, „Gold, Harder We Fall

PLUSY:
– przykuwające uwagę duety Excuse My Rude i Conquer The World,
– większość tekstów piosenek,
– wokal Jessie J który, mimo kilku przeciętnych kompozycji, trzyma poziom od czasów Who You Are.

MINUSY:
– nieznośnie Harder We Fall,
– tragiczna okładka (nie wpływa na ocenę krążka),
– wydanie Wild na pierwszy singiel i brak cech charakterystycznych krążka, czegoś po czym będzie mógł być zapamiętany.

Recenzja autorstwa FDA

Kliknij i skomentuj

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

To Top